| Karate na chwałę Bożą |
|
| Wpisany przez tvp.info |
| poniedziałek, 11 lipca 2011 11:22 |
|
Choć z pozoru hasło księdza Chmielewskiego może szokować, a jego „zdjęcie” na jednym z popularnych portali społecznościowych – wywoływać poruszenie, to sam duchowny twierdzi, że na wszystko należy patrzeć z dystansem. – Szczerze mówiąc to mój szwagier wymyślił hasło, stworzył projekt, który teraz ja wykorzystuję w różnego rodzaju internetowych awatarach – mówi duszpasterz. – Zgadzam się, że hasło może prowokować, ale ci, którzy mnie znają i wiedzą o mojej sportowej pasji, doskonale to rozumieją. Poza tym, ja z grzesznikami walczę tylko za pomocą miłosierdzia i przebaczenia – zapewnia salezjanin.
To nie przypadek, że ksiądz Chmielewski na plakacie przedstawiony jest jako wojownik rozprawiający się z grzesznikami. Ksiądz przez 15 lat trenował bowiem karate. Dzięki ciężkiej pracy, w sporcie osiągnął bardzo wiele. W wieku 21 został dyrektorem ds. karate w Polskim Związku Sztuk Walki w Bydgoszczy. Karateka zdobył nawet III stopień mistrzowski, czyli 3 dan i szkolił innych miłośników sztuk walki.
Pewnego dnia młody mężczyzna uświadomił jednak sobie, że tak naprawdę… chce wstąpić do seminarium. W ten sposób przygoda Dominika Chmielewskiego z zawodowym i dość brutalnym sportem dobiegła końca. Ale kilka lat później, już ksiądz Chmielewski postanowił wykorzystywać zdobyte przez siebie doświadczenie, sportowe przygotowanie i wolę walki, do tego by ewangelizować w nowoczesny sposób. Dzisiaj ksiądz prowadzi sportowe spotkania „połączone z duchowością” (nie są to jednak treningi karate ani sztuk walki) i jako duszpasterz akademicki na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego udziela się w zajęciach ze studentami.
– Opracowałem dość innowacyjną metodę łączenia treningu sportowego z modlitwą. Po pierwsze taki trening powoduje zmniejszenie presji na wynik sportowy. Tłumaczę ludziom, że trenują nie dla trenera, rodziców, ale na chwałę Boga. Po drugie uczę, w jaki sposób nawet w czasie treningu można się modlić. Na przykład podczas rozgrzewki w myślach wymawiając słowa psalmu. A cały trening kończy się modlitwą uwielbienia – opowiada ksiądz Chmielewski.
Duchowny uważa, że trening przyda się każdemu wierzącemu, bo to doskonała droga do pozbycia się kompleksów i zaakceptowania własnego ciała. – W dzisiejszych czasach, kiedy kult ciała jest tak popularny, ważne jest, by umieć doceniać siebie. Tak samo, jak ważna jest praca nad sobą, swoją fizycznością – wyjaśnia duchowny, który na co dzień chodzi do siłowni i biega.
Ksiądz Dominik zapewnia jednak, że jego treningi nie są katorżnicze i że nie używa siły do tego, by rozprawiać się z grzesznikami. – W tym przypadku modlitwa i rozmowa wystarczą – mówi z przymrużeniem oka.
Tak innowacyjne podejście do wiary, sportu i nauczania chwali ks. Marek Dziewiecki, krajowy duszpasterz powołań. – Chrześcijanin powinien dbać o swoją fizyczność, dlatego księża, którzy swoim parafianom zapewniają także trening sportowy, są skarbem dla każdej parafii. Mam nadzieję, że takich księży w Polsce będzie jeszcze więcej, bo sportowa pasja to bardzo dobry punkt wyjścia do pracy z młodzieżą. No i w tym przypadku doskonale sprawdza się myśl „w zdrowym ciele zdrowy duch” – mówi ksiądz Dziewięcki.
Zaś sam „Dominator”, czyli ksiądz Chmielewski zapewnia, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Mimo organizowanych już zajęć sportowych, muzycznych, czy dyskotek „ewangelizacyjnych”, które odbywają się w kampusie UKSW, postara się poszukać kolejnych, nowych metod ewangelizacyjnych na miarę XXI wieku...
za: tvp.info
|


Najpierw był karateką, a później został księdzem. Ale dzisiaj umiejętności sportowe i wolę walki ks. Dominik Chmielewski, salezjanin z podwarszawskich Łomianek wykorzystuje do stawiania czoła ludziom, którzy zgrzeszyli. Jak dowiedział się portal tvp.info, ksiądz ma nawet hasło: „Hasta la vista grzesznicy” i jako „Dominator” ewangelizuje podczas bardzo pokojowych treningów sportowych.
Komentarze