Trąd towarzyszył ludzkości od niepamiętnych czasów. Jak żadna inna choroba zdobył miejsce w dziejach cywilizacji, urastając do rangi symbolu cierpienia, kary za grzechy, okropności losu. W 1873 roku w norweskim Bergen niejaki Gerhard H. Armauer Hansen odkrył bakterię trądu (łac. Mycrobacterium leprae). Od tej pory tę chorobę nazywano od nazwiska odkrywcy chorobą Hansena.
Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: Jest czas rodzenia i czas umierania – to słowa starotestamentalnego mędrca Koheleta. Sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni! – namawia z kolei św. Paweł.
Myślę i nie mogę wymyśleć. Teoria za teorią - co mogło spowodować to, że ten świat wariuje. Osobiście mam dość pytania „dlaczego”. Jeśli was interesuje, piszę w sprawie wiadomej, czyli mamy Madzi.
Jak to leciało? Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem. Nie, bynajmniej nie chodzi tu o mamę półrocznej Magdy, która zginęła w tak tragicznych okolicznościach. Chodziło o kobietę sprzed dwóch tysięcy lat. A mówił to sam Jezus.
- Co ksiądz myśli o tym wszystkim – spytał mnie wczoraj wieczorem młody człowiek po obejrzeniu najświeższych wiadomości o poszukiwaniu małej Madzi. - Myślę, że nic nie myślę. Teraz trzeba czekać. Choć w głębi duszy dalej mam iskierkę nadziei, że Madzia odnajdzie się cała i zdrowa – odpowiedziałem.
W czasie jednego z wczorajszych spotkań ktoś opowiadał mi o filmie o „bezgłowiźmie”. Przyznam się, że filmu nie oglądałem, ale mnie zaintrygował. Poszperałem i okazało się, że prawdopodobnie chodzi o film polski. Animowany "Danny Boy" Marka Skrobeckiego z 2010 roku jest opowieścią o ułomności ludzkiej, którą możemy nazwać "utratą głowy". Ktoś, o kim mówimy w przenośni, że "stracił głowę" jest człowiekiem, który nie bardzo wie, co robi.
Kiedy chodziłem do podstawówki i szkoły średniej (gimnazjów w tych zamierzchłych czasach jeszcze nie było) bardzo szanowałem dwie osoby. I nadal szanuję. Obie w habitach. Była to siostra Jarcia (proszę wybaczyć to zdrobnienie) i siostra Flawia (obecnie przełożona sosnowieckiego klasztoru). W dzień, kiedy dziękujemy za siostry, braci i ojców zakonnych przypomniałem sobie ich niemal zawsze uśmiechnięte twarze.
Przeglądając strony internetowe czasami można znaleźć zaskakujące informacje. Oto np. ktoś, kogo do tej pory raczej darzyłem sympatią, starsza, bardzo błyskotliwa pani, pełna dowcipu, lansowana szczególnie przez jedną z prywatnych stacji telewizyjnych, okazuje się być, ośmielę się użyć tego słowa, takim małym „potworem” nienawidzącym życia. „Boże, jak cudownie, że ja to zrobiłam” – cieszy się w wypowiedzi do tabloidu. Potwierdza to zresztą w jednym z reportaży telewizyjnych. Gdyby się zdarzyło, że zaszłam w ciążę i byłby to siódmy czy ósmy miesiąc, to ja bym skoczyła z któregoś piętra, pod pociąg bym się rzuciła, ale na pewno bym dziecka nie urodziła”.
Cała Polska szuka Madzi. Półroczne dziecko zostało porwane niemal w centrum Sosnowca, w parku, gdzie codziennie wieczorem spaceruje mnóstwo ludzi z dziećmi i psami. Media bardzo aktywnie włączyły się w akcję poszukiwawczą. No może z wyjątkiem garstki internautów. A jako że sam jestem internautą, po prostu za nich się wstydzę.
Jeden z kultowych filmów, notorycznie wyświetlanych w naszej telewizji na różnych kanałach, zazwyczaj w okolicach świąt, to „Kochaj albo rzuć” czyli opowieść, jak to Kargul z Pawlakiem do Ameryki się wybierali. Film jest z 1977 roku, kiedy w Polsce były zaledwie dwa kanały. - Tu jest dziesięć kanałów – chwali się jeden z Amerykanów swoim telewizorem. - Na jednego człowieka? – dziwią się goście z Polski. – Boże, jak to przeżyć…
Ostatnio dwukrotnie została połechtana moja próżność. Najpierw jeden z księży wykładowców z rzymskiego uniwersytetu Krzyża Świętego podszedł do mnie i porosił o wypełnienie obszernej ankiety do badań naukowych poświęconej stronom internetowym instytucji kościelnych na świecie. - Prowadzona przez księdza strona jest jedną z lepszych, dlatego dobrze by było, żeby ją uwzględnić w prowadzonych przeze mnie badaniach naukowych – mówił ks. Wojciech Tarasiuk z Pontificia Universita Della Santa Croce.
Przyjaciel to ktoś, kto wie o tobie wszystko, a mimo wszystko nadal cię lubi. Niektórzy złośliwi powiadają, że dzisiaj kryteria te spełnia jedynie… pies. Takie słowa usłyszałem wczoraj wieczorem w jednej ze stacji radiowych.
Baca rano wyprowadzał owce na hale. Niedaleko swojego szałasu zobaczył, że turysta rozstawił sztalugę i przymierzał się do malowania górskiego krajobrazu. Kiedy wieczorem zaganiał owce do zagrody, z ciekawości zajrzał turyście przez ramię i zauważył, że obraz jest namalowany dopiero w połowie. - Ile to się trzeba natrudzić, jak się nie ma cyfrowego aparatu fotograficznego – skomentował.
Przeglądając kolorowe czasopisma, a czynię to rzadko, ewentualnie oglądając plotkarskie magazyny w telewizji, a tych jest coraz więcej, łatwo dojść do wniosku, że zabłyśnięcie wysoko na firmamencie gwiazd i gwiazdeczek nie jest trudne. Wystarczy jakiś skandalik, powiedzenie kontrowersyjnej opinii, na które łasi są dziennikarze, wystąpienie w reality show czy jakimś nie za trudnym filmie. I już znajdziemy się w kolorowych pismach, stajemy się, jak to się dzisiaj mówi, celebrytami. Tyle tylko, że gwiazdy szybko spadają. I bywa, że umierają w zapomnieniu, a czasami biedzie. I wtedy widzą, że nic współczesnemu światu nie dały.
Idealne przygotowanie do sakramentu bierzmowania to takie, które trwa od roku do kilku lat i połączone jest ze spotkaniami w mniejszych grupach. Trochę na wzór oazowy. Tyle tylko, że wielu młodych ludzi bardziej przyzwyczajone jest do buntu w dużej grupie przeciw pomysłom rządu czy w ogóle przeciw czemuś. Gorzej, gdy przychodzi porozmawiać na tematy trudniejsze przy użyciu argumentów i zastanowić się poważnie nad życiem, odkładając od czasu do czasu na bok emocje, które dzisiaj są, a jutro nikt o nich nie pamięta.
Myślałem, że cykl kolędowych obserwacji i sytuacji już na ten rok zakończę. Ale ponieważ ten tydzień to zazwyczaj, przynajmniej w naszym regionie, czas kolędowych podsumowań i uzupełnień (odwiedzin rodzin, które z różnych przyczyn nie przyjęły księdza z wizytą duszpasterską, ale teraz zgłaszają takie pragnienie), zatem nic dziwnego, że księża dzielą się swoimi spostrzeżeniami z tego bardzo pracowitego miesiąca. Zazwyczaj mówią: wizyta duszpasterska jest bardzo potrzebna, to jedyna szansa, aby chociaż troszeczkę lepiej poznać parafian. Czasami podają też przykłady odwiedzin, które śmieszą, wkurzają, smucą.
Jeden z dziennikarzy zadał mi ostatnio pytanie: czy ksiądz powinien mieć swojego kierownika duchowego? Odpowiedziałem: raczej tak, jak każdy. To słowo „raczej” pojawiło się dlatego, ponieważ każdy ma inną duchowość. I tak, jak jednemu pasują hamburgery z Mc Donalda, tak inni potrzebują zjeść długi posiłek z eleganckiej zastawy. Przy czym nawet ci z barów szybkiej obsługi też powinni jak najczęściej znajdować czas na normalne, nie – śmieciowe jedzenie.