SMDS: I tak upłynął dzień drugi Drukuj
Wpisany przez ks. Jarosław Kwiecień   
sobota, 24 września 2011 21:54

SMDS: I tak upłynął dzień drugiWedług prawideł pisania tekstów podsumowanie powinno być na końcu. Ponieważ jednak ktoś do końca może nie dotrwać, zacznę mało profesjonalnie: kto nie był, niech żałuje. A jeśli wynikiem było lenistwo, niech nawet przeprosi Stwórcę za zaniedbanie. Bo drugi dzień Spotkań Młodych Diecezji Sosnowieckiej był kolejną szansą na… I tu każdy może sobie wpisać własne zakończenie. Bo choć w momencie zakończenia spotkania na dworze było 9,5 stopnia Celsjusza i niektórzy przypłacą, być może, obecność katarem, powiem najkrócej, jak się da: było warto.

 

Na moim biurku paruje filiżanka mleka z miodem, a ja próbuję podsumować emocje całego dnia. Zanim wgram do komputera zdjęcia, obrobię i wstawię na stronę, komputerowa pamięć niech zachowa to co najważniejsze. Oczywiście różne są ludzkie wrażliwości i może znaleźć się jakiś Smerf Maruda, który powie: eee, nuda, to jednak każde z wydarzeń dnia miało swoją wartość.

 

Najpierw poranne warsztaty. Prawie stu młodych ludzi: od uczniów podstawówki po studentów. I nad tym wszystkim wielki duchem i wzrostem ks. Paweł Pielka, który dwoił się i troił, by wszystko było dograne. Zwłaszcza, że jedna z prelegentek zachorowała. Ale od czego pomysłowość ks. Pielki. Najpierw pojawił się dziennikarz. I proszę bardzo, jest osoba, która ma coś ciekawego do powiedzenia. Później ks. doktor dyrektor czyli ks. Krzysztof Bendkowski, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego Kurii Diecezjalnej, który tym razem wziął gitarę i zaproponował wspólny śpiew. Była też niezastąpiona pani katechetka Agnieszka Furtacz. I wielu innych prelegentów, którzy podzielili się swoim doświadczeniem.

 

Tymczasem w innej szkole, już prawie pod samą Dąbrową Górniczą walczyli z tremą uczestnicy festiwalu piosenki religijnej. Trzydzieści sześć podmiotów wykonawczych, solistów, zespołów i chórów. Wielu spoza diecezji. I znacznie wyższy poziom wykonywanych utworów, niż rok temu. Aż się boję, co będzie za kilka lat. Zdaniem jury najlepiej śpiewała dziewczyna spod Limanowej. Choć góralka, u nas śpiewała pięknie po polsku.

 

W tym samym czasie Zagórze opanowała grupa ponad pięćdziesięciu ewangelizatorów. Pobłogosławieni na schodach kościoła św. Floriana, ubrani w koszulki z logiem SMDS, podzieleni po dwie lub trzy osoby ruszyli w blokowiska, by podzielić się swoim spotkaniem z Jezusem. I być może w niejednych oczach pojawiło się zdziwienie: co, młodzi ludzie chcą mi mówić o wierze? Na odwrocie identyfikatora jedna z dziewcząt napisała sobie: nie jestem księdzem! No bo czy tylko ksiądz może i powinien mówić o Kimś najważniejszym?

 

Tuż po 13.00 kolejne wydarzenie. Pod pomnikiem Jana Pawła II na Placu Papieskim zgromadziło się kilkaset osób w różnym wieku. Wśród nich bp Grzegorz Kaszak. I oni ruszyli w zagórskie blokowiska, tym razem wspólnie, by powiedzieć, że życie i rodzina są najważniejsze. Rozśpiewana i rozmodlona kolumna może u niektórych przechodniów ruszyła sumienie…

 

Po południu rozpoczął się wieczór szalonej zabawy, śpiewu, wspaniałego kapuśniaku i swojskich wypieków zagórskich gospodyń, wieczór modlitwy, teatru i wzruszeń. Momentami plac przed sceną przypominał sceny z koncertów rockowych, gdzie publiczność tańczy, skacze, zapominając o bożym świecie, ginąc w tumanach kurzu. Chwilę potem ci sami ludzie słuchali,  siedząc na trawie, opowieści o ruchach i stowarzyszeniach. Na długo pozostaną w pamięci dykteryjki pana Jacka Pulikowskiego, który nie tylko ma olbrzymie doświadczenie w doradztwie rodzinnym, ale jeszcze godzinami może o tym opowiadać. Słowa seks, ojcostwo, chłopak i dziewczyna pojawiały się w zupełnie innym kontekście, niż czasami próbuje nam wtłoczyć do głowy tzw. kultura masowa. – Tak jeszcze nikt nam nie mówił o tych sprawach – skomentowała to spotkanie jedna z dziewczyn.

 

Kilka razy scenę opanowywała schola SMDS-u. „Tabak Band” – jak ktoś to humorystycznie określił, ponieważ przygotował ją do dzisiejszego dnia Wojciech Tabak. Na scenie pojawili się także bardziej doświadczeni goście: New Life M. Grupa znana, ceniona i wielokrotnie nagradzana. A w tym czasie kilka, czasem kilkanaście osób bezustannie się modlących przed Najśw. Sakramentem w pobliskiej kaplicy.

 

I modlitewne zakończenie dnia. Ale jakże inne od typowych nabożeństw z naszych parafii. Uroczyście wnoszone ikony Matki Bożej i Świętej Rodziny, pochodnie, kadzidła, wpadające w pamięć kanony, świadectwo, kamienie, breloczki z napisem „Nie wstydzę się Jezusa” i słowa Benedykta XVI przygotowane dla wszystkich i rozdawane przez księży.

 

No i pantomima czyli teatr bez słów. Może ktoś inny inaczej to odczytał, ale dla mnie to był moment kluczowy wieczoru. Opowieść o dwóch parach rozpoczynających budowanie swojego domu. Symbolem tego były kartony. Jedni próbowali budować dom oparty na seksie, pieniądzach i alkoholu. I, używając słów ewangelicznych: dom runął, a upadek jego był wielki. Para druga oparła swoje życie na przyjaźni, miłości i wierze. Owszem: seks się pojawił, ale jako wynik miłości. Były też momenty krytyczne: kłótnia, alkohol. Dom drżał, ale obecny w ich życiu Chrystus pomógł go przytrzymać. A wszystko to okraszone granymi na żywo akordami gitarowymi Wojtka Tabaka. I nawet zobaczyłem łzy w oczach niektórych widzów. Zresztą, co ja będę opowiadał. Jak można teatr bez słów opowiadać słowami. Kto nie był, dużo stracił. A młodzież nagrodziła pomysł i wykonanie pantomimy dużymi brawami. Ja się przyłączam: to było naprawdę dobre i mocne. I na końcu słowa biskupa Grzegorza zachęcające, by wybrać w życiu Chrystusa, choć jest to czasami trudne.

 

Moje mleko z miodem już zupełnie wystygło. Chyba będzie trzeba je przygrzać. Ale w pamięci długo będę miał obrazy tego dnia. Oby tylko dały zasnąć, bo jutro niedziela, dla księdza dzień pracy. No i ostatni dzień SMDS. Z góralską kapelą, festynem i Mszą św. z kazaniem o rodzinie, jak już zapowiedział biskup. Kto nie był dzisiaj, niech żałuje. Ten zimny, ale gorący emocjami wieczór wart był obecności…

 

ks. Jarosław Kwiecień

 

Dodaj komentarz