| SMDS: za rok Syberka |
|
| Wpisany przez ks. Jarosław Kwiecień |
| niedziela, 25 września 2011 20:22 |
|
A póki co, garść wspomnień z trzeciego dnia SMDS w parafii św. Floriana w Sosnowcu - Zagórzu.
Przypuszczam, że teraz już znacznie więcej ludzi wie, gdzie znajduje się ten kościół i ogrody obok niego. A przede wszystkim gdzie są niesamowicie życzliwi ludzie, którzy tu mieszkają. I piszę to nie tylko dlatego, że dzisiaj i wczoraj tu byłem. Przez wiele lat zdarzyło mi się we Florianie duszpasterzować. I wiem, że Akcja Katolicka to niesamowici ludzie, dla których zorganizowanie festynu nie jest niczym dziwnym. Jeśli przy tym uzyskają wsparcie osób spoza parafii, może wyjść, i wychodzi coś wspaniałego.
Centralnym punktem spotkania była dzisiaj drewniana scena. Mieszkańcy ją doskonale znają. Jest bowiem wielofunkcyjna. Co roku na niej odbywa się festyn „Święty Florian – dzieciom”, służy za ołtarz na Boże Ciało, a dzisiaj na niej odbywały się występy SMDS.
O 13.30, kiedy festyn miał się rozpocząć, na przykościelnym placu była jeszcze garstka ludzi. Nie ma się jednak co dziwić – pora obiadowa. Ale nawet ci, co zrezygnowali z obiadu, nie żałowali. Od samego rana w kotle kuchni polowej gotowała się grochówka. Supergrochówka. Wiem, co piszę, bo jadłem. Z garka tak nie smakuje, jak z kotła. A na drugie danie można było skosztować pajdy wiejskiego chleba ze smalcem. I jak ja się mam odchudzać…
Tymczasem obok sceny stanęły dzisiaj trzy tzw. dmuchańce czyli pompowane pałace ze zjeżdżalniami. Raj dla dzieci. Zresztą nie tylko. Młodzież – wolontariusze SMDS, którzy dzisiaj także pomagali w organizacji, zjechali na nich jako pierwsi. I bynajmniej nie chodziło tylko o rozruch techniczny. Zabawy było co niemiara. Furorę robiły też balony. Pompowane były helem, dlatego unosiły się w imponujących ilościach na długich sznurkach, a niektóre pofrunęły w niebo z informacją o festynie. Zastanawiam się, jak wytrzymał dzisiejsze tortury wóz policyjny, który zajechał na kościelny plac. Pan policjant, razem z maskotką policji czyli psem Szpunkiem z cierpliwością patrzyli na dzieciaków, którzy wchodzili do środka, by wszystkiego dotknąć wcisnąć, a rodzice to uwieczniali na zdjęciach. Przed kościołem stanął też wóz bojowy strażaków. Sądząc po ilości chłopaków, którzy przymierzali sobie strażackie kaski, ta formacja nie będzie w przyszłości narzekać na braki kadrowe.
Inną atrakcją było malowanie twarzy. Po ogrodzie latały więc małe koty, myszy, psy, a nawet wampiry. Ciekawe, ile czasu rodzicom zajęło później zmywanie tych natwarzowych malunków.
Około 15.00 na scenie pojawili się prawdziwi górale. I to w wersji bardzo rodzinnej: trzy siostry i brat. Kapela Bugajskich z Kęt zagrała i zaśpiewała najbardziej znane piosenki z Beskidów, Tatr i nie tylko. Bo np. „Szła dzieweczka do laseczka” to przebój jak najbardziej wszechpolski. I wszechwiekowy, bo śpiewali go wszyscy.
Kiedy zbliżała się godzina 18.00, powoli atmosfera się uspokajała. Akcja SMDS przeniosła się do kościoła. Na finał bowiem oczywiście była uroczysta Eucharystia. I kazanie bp. Grzegorza Kaszaka. Zgodnie z zapowiedzią, o rodzinie. Mocne kazanie.
Zaczęło się od przywołania ustawy o przemocy w rodzinie. Kiepskiej ustawy. Kiedy była dyskutowana, w pomoc przyszli nawet, o dziwo, mieszkańcy krajów skandynawskich, którzy znają owoce podobnej ustawy u siebie. W Szwecji jest nawet tak, że gdy matka krzyknie na dziecko, to może ono wezwać policję. Głośnym, choć niewystarczającym echem odbił się przypadek jednej z córek, która, gdy mama nie chciała się na coś zgodzić, zadzwoniła do odpowiedniej instytucji ze skargą. Efekt: zdecydowano się tę dziewczynę zabrać z domu i umieścić w odpowiedniej instytucji wychowawczej. Dopiero wtedy zrozumiała, że właściwie tym donosem nic nie wywalczyła, jest jej znacznie gorzej. Postanowiła publicznie przyznać się, że przesadziła, skłamała. Na to jej matka stwierdziła: teraz to ja cię nie chcę znać. Zaczęła się tragedia.
Historia ta wynikła bezpośrednio z nieszanowania Bożego prawa. Złamane zostały z premedytacją dwa przykazania: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”, czyli nie kłam oraz „Czcij ojca swego i matkę swoją” A dodatkowo, ze strony tej mamy pojawił się brak umiejętności przebaczenia, o której mówi Jezus do św. Piotra w odpowiedzi na pytanie: „Panie, ile razy mam przebaczyć”. I dom runął. A upadek jego był wielki. Zabrakło słuchania Słowa Bożego. Człowiek sam siebie unieszczęśliwił.
– Człowiek, który słucha Boga, nabiera mocy i siły w pokonywaniu trudności. Będziecie słyszeli tych, którzy mówią „Odrzuć Dekalog”, będziecie oglądać tych, którzy drwią z Pisma Świętego. Jeśli ich posłuchacie, co wam i nam pozostanie? Jaka będzie przyszłość naszego narodu? Dlatego tak głośno protestujemy, by w telewizji publicznej nie było satanistów. Ich idee niosą płacz i nieszczęście – przekonywał bp Grzegorz Kaszak.
No to się rozpisałem o kazaniu w czasie Mszy św. na zakończenie Spotkań Młodych Diecezji Sosnowieckiej. Ale było naprawdę mocne. Później było już tylko uwielbienie. I to w wersji Odnowy w Duchu Świętym. Czyli przy akompaniamencie gitar, perkusji, uniesionych rąk i radosnego śpiewu. Myślałem, że niektórych będzie drażnić ta forma wielbienia Boga. Może tak jest, ale zauważyłem z pewną taką dozą niedowierzania uniesione dłonie również osób przeżywających swoją drugą czy trzecią młodość, o dzieciach, które naprawdę się cieszyły nie wspominając.
Koniec Mszy św. to podziękowania. I oznajmiona nowina: za rok SMDS w Będzinie – Syberce.
Po Eucharystii długo jeszcze stali młodzi ludzie – wolontariusze, ciesząc się chwilą spotkania i… umawiając na pizzę. A Akcja Katolicka długo jeszcze sprzątała, sprzątała i sprzątała…
Kończą się trzy piękne dni. Piękne także przez pogodę. Takie niezwykłe rekolekcje dla młodych, ale nie tylko. I aż się mi chce powiedzieć, tak jak w znanej komedii: nie lubię poniedziałku. Bo święto się skończyło, jesienna codzienność wzywa. Jeszcze tylko w najbliższych dniach trzeba będzie wybrać do publikacji z kilkuset zdjęć te niektóre, najlepsze, by przypominały chwile SMDS-owego cieszenia się Bogiem i sobą.
ks. Jarosław Kwiecień
PS. Dzisiaj w momencie zakończenia tego wydarzenia było znacznie cieplej, niż wczoraj. Mleko z miodem nie jest potrzebne (prawie 17 stopni ciepła). Ale może jednak… Aha, i jeszcze raz wielkie podziękowanie wszystkim organizatorom. Tym wymienionym oraz tym, którzy bardzo nie chcą, by o nich pisać. Nie ma sprawy, ale kawa się należy... |


Spotkania Młodych Diecezji Sosnowieckiej Anno Domini 2011 zakończone. A kto nie był, ten gapa. Stracił wiele. A oprawę SMDS miał prawie taką, jak Światowe Dni Młodzieży. Oczywiście ja wiem, że skala nie ta. Ale tak jak w Hiszpanii Ojciec św. powiedział o Rio de Janeiro w 2013 roku, tak w Sosnowcu na końcu ksiądz biskup uroczyście ogłosił, że za rok spotykamy się znowu na Syberce. Tak więc Będzin niech już się przygotowuje…