|
Byłem wczoraj na pogrzebie małej Madzi. Przyznam się, do końca miałem opory. Bo o ile ślub jest wydarzeniem zazwyczaj publicznym, podobnie np. I Komunia czy bierzmowanie, o tyle na pogrzeb idziemy nie po to, by porozmawiać, spotkać się ze znajomymi, ale po to, by podumać, pomyśleć nad życiem zmarłego i swoim. Bałem się, że pogrzeb najbardziej znanego obecnie w Polsce dziecka stanie się częścią wielkiego show.
Na szczęście moje czarne wizje się nie sprawdziły. Może sprawiła to pogoda z gęstym śniegiem, może apele o mniej słów. W każdym razie ludzie przyszli na Mszę św. i mniej mówili, więcej słuchali. Oczywiście były wyjątki. - Mówię pani, ona to dziecka zabiła. To wredna matka – z przejęciem wyjaśniała jedna starsza pani drugiej na cmentarzu tuż po zakończeniu pogrzebu. Umilkły dopiero na widok księży idących w stronę kościoła. Pogrzeb mimo to był nietypowy. Kilka ekip telewizyjnych, a właściwe kamerzyści robili wszystko, by zająć wokół grobu lepszą pozycję, jedna ze stacji zamówiła nawet wysięgnik, tzw. zwyżkę. Fotoreporterzy przepychali się, by być bliżej. Nawet zza muru oddzielającego cmentarz katolicki od sąsiedniego wystawała ręką z aparatem fotograficznym. Ale taka jest rola dziennikarzy, którym zresztą ks. Andrzej Domagała na samym końcu podziękował. Także za to, że uszanowali wolę rodziny, by w kościele nie filmować i nie fotografować. I na ogół uszanowali. Tylko jeden z tabloidów potajemnie robił relację wideo do internetu. Cóż, widocznie mamy różne standardy moralne, mówiąc bardzo ogólnikowo.
Madzia pochowana, jej mama na wolność wypuszczona. Co będzie dalej, zobaczymy. A na razie módlmy się za pośrednictwem Madzi, która powiększyła grono aniołków, jak napisano na jednej z wiązanek kwiatów. Módlmy się przede wszystkim za jej rodzinę i za nas, byśmy mnie osądzali. Bo kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni.
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
kjk 16.02.2012 |